Medycyna estetyczna

Czy można być feministką i brać botoks?

Marek Lipski

Jedną z rzeczy, które uważam za najciekawsze w temacie estetyki, jest błędne przekonanie, że kobiety poddają się zabiegom tylko dla innych (czyli mężczyzn), a nie dla siebie. Albo że jeśli poddajemy się zabiegom estetycznym, to jest to oszustwo - jakby starzenie się było konkursem... albo, co gorsza, testem. Intrygujący argument. Ale co z tego mają feministki, które poddają się zabiegom takim jak botoks i wypełniacze? Czy naprawdę możesz być feministką i mieć botoks?

Co to znaczy być feministką?

Zawsze uważałam się za kogoś, kto dąży do równości. Jako kobieta urodzona pod koniec XX wieku, czuję się szczęśliwa, że miałam wiele rzeczy, których nie miało wiele kobiet przede mną. Byłam uczona, chodziłam do college'u i na uniwersytet, mogę głosować, mogę pracować. Mam więc szczęście pod wieloma względami. Ale wiem, że jeszcze długa droga przede mną, zanim kobiety będą postrzegane jako równe sobie. Dlatego uważam się za feministkę.

Choć mam przyjaciół mężczyzn, większość moich bliskich znajomych to kobiety (wszystkie po trzydziestce i starsze). Niektóre z nich korzystają z zabiegów estetycznych, inne wykazują nimi zainteresowanie, a jeszcze inne nie mają absolutnie żadnego interesu, by się im poddać. Zaintrygowało mnie, co według nich oznacza bycie feministką. Oto, co powiedziały...

Cassy, 34 lata, z Worcestershire mówi: "Myślę, że każdy powinien być feministą. Dla mnie feminizm to równość i praca na rzecz praw mężczyzn i transseksualistów w takim samym stopniu, jak praw kobiet. Być feministką to wierzyć w te równe prawa. Istnieje poważny podział między skrajnym feminizmem a jego ogrodową odmianą, którą ja praktykuję, więc nie każdy zgodzi się, że jestem poważną feministką, ale nie uważam, że aktywizm zawsze musi być głośny i rzucający się w oczy. Czasami chodzi po prostu o to, by być autentycznym i oczekiwać, że świat to dostrzeże i nagrodzi."

Kathie, 36 lat, z Nottinghamshire mówi: "Nigdy nie lubię używać terminu 'feministka' ze względu na negatywne konotacje. Wolę raczej mówić, że jestem za równością niż za feminizmem, chociaż myślę, że to tylko semantyka, ponieważ mężczyźni też mogą być feministami. Bardzo mocno czuję, że kobiety są równe".

Beverley, która ma 62 lata i pochodzi z Gloucestershire mówi: "Chcę być uważana za równą mężczyznom, więc powiedziałabym, że jestem feministką".

Kay, lat 49 z Herefordshire mówi: "Uważam się za feministkę. Dla mnie to wiara w równe prawa dla wszystkich, niezależnie od płci, w oparciu o zasługi".

Podsumowując, większość moich znajomych uważa się za pewnego rodzaju feministki - to znaczy, że chcą być uznawane za równe mężczyznom.

Ja również uważam się za feministkę. Dla mnie to wiara w równe prawa dla wszystkich, niezależnie od płci, w oparciu o zasługi.

Czy można być feministką, która ma botoks?

A ponieważ jestem irytującą przyjaciółką, chciałam dowiedzieć się więcej. Chciałam poznać ich zdanie na temat tego, czy można być feministką i nadal mieć botoks, czy też uważają, że to całkowicie wykluczone. Na szczęście padło stanowcze "tak, można". Oto co powiedziały...

Kathie wyjaśniła: "Moim zdaniem można mieć Botoks i być feministką, ponieważ posiadanie zabiegów estetycznych nie ma nic wspólnego z byciem równym".

Cassy powiedziała mi: "Nie sądzę, że jest coś złego w zabiegach estetycznych. Standardy urody od dawna są przedmiotem sporów, ale feminizm powinien dawać ludziom prawo do robienia tego, co ich uszczęśliwia, a nie stawiania czoła pytaniom z tego powodu. Osobiście uważam, że zewnętrzne piękno jest dla mnie jak zbroja - błyszczące pole siłowe, które pozwala mi być pewną siebie, najlepszą sobą. Nie zawsze jest możliwe, by poczuć się jak najlepsza osoba bez świeżej warstwy farby, by przekonać samą siebie. I choć feminizm naprawia krzywdy i wyznacza standardy, nie zawsze może skorygować te osobiste niepewności."

Beverley powiedziała "Bycie feministką polega na chęci bycia równą mężczyznom - nie na tym, co decydujesz się zrobić z własną twarzą. To są dwie zupełnie odrębne rzeczy".

A Kay powiedziała: "Myślę, że można być feministką i nadal mieć Botox z zastrzeżeniem, że wszelkie zabiegi nie powinny być próbą zdobycia przewagi nad innymi w oparciu o wygląd. Jeśli kobiety oceniają siebie nawzajem na podstawie tego, jak wyglądają, nie powinny narzekać, gdy mężczyźni robią to samo."

Uważam, że zewnętrzne piękno jest dla mnie jak zbroja - błyszczące pole siłowe, które pozwala mi być moją najlepszą sobą w pewności siebie.

Jaki jest argument dla feministek, aby nie mieć botoksu?

Sprawa wygląda następująco. Mam prawie 37 lat. Na tym etapie mojego życia staram się po prostu wyglądać najlepiej, jak potrafię z cechami, które mam. Nie chcę być nikim innym i nie chcę próbować robić wrażenia ani zawracać głowy. Dobrze czuję się w swoim ciele, chcę po prostu dobrze wyglądać - dla siebie. Ponieważ czuję, że jeśli dobrze wyglądam, często czuję się lepiej.

Jednak dla niektórych pomysł, że kobieta może rozważyć poddanie się zabiegom estetycznym, takim jak zastrzyki przeciwzmarszczkowe na linie czoła, jest po prostu zły. I słyszałam to zarówno od mężczyzn, jak i od kobiet. Oto niektóre z argumentów, z którymi się spotkałam...

  • Botoks sprawia, że wszyscy wyglądają sztucznie (nieprawda!)
  • Dlaczego miałabyś wstrzykiwać sobie truciznę w twarz (erm, to nie do końca heroina!)
  • Co jest złego w starzeniu się z wdziękiem? (To nie jest dla każdego)
  • Kobiety nie powinny starać się wyglądać dobrze, jeśli chcą być traktowane poważnie (naprawdę?!)
  • Jeśli chcesz botoksu, musi ci brakować pewności siebie (Możesz być niezwykle pewną siebie osobą, a mimo to chcieć wyglądać najlepiej, jak potrafisz)
  • Zabiegi estetyczne są karmienie systemu patriarchalnego (Lub są one co piekło dużo mężczyzn i kobiet wyglądają i czują się lepiej wiele czasu)

Jednak, gdy do dyskusji włącza się gwiazda z listy A, to wszystko brzmi: "Nie, ona nie wygląda jak ten typ", albo "Ona jest po prostu naturalnie piękna". Naprawdę?! Ona nadal tak wygląda w wieku 50 lat? O ile mi wiadomo, nie ma genu celebrytki - jest tylko cholernie dobra medycyna estetyczna.

Poczucie winy z powodu botoksu

Czy "normalne" kobiety naprawdę powinny być poddawane poczuciu winy, które wiąże się z poddawaniem się zabiegom estetycznym. Jednym słowem, nie. Czasami chcemy po prostu wyglądać lepiej dla siebie - nie po to, by konkurować z innymi kobietami i nie wspierać patriarchalnego systemu, który wciąż działa na niekorzyść tak wielu kobiet. Ale kobiety, które decydują się na zabiegi estetyczne, nie zasługują na osądzanie, tak samo jak te, które nie decydują się na nie, nie powinny być osądzane.

Myślę, że chodzi mi o to, że nie powinnyśmy być umieszczane pod jedną etykietą. Kobiety (tak jak mężczyźni) mogą być wieloma rzeczami. Jak powiedziała Meredith Brooks: "Jestem suką, jestem kochanką, jestem dzieckiem, jestem matką..." (cholera, muzyka z lat 90. jest dobra!). Możemy odnosić sukcesy, być piękne, mądre i kreatywne... i wiele innych rzeczy. Nie przeszkadza nam to w byciu feministką. Tak więc, posiadanie botoksu z pewnością nie przeszkadza nam w byciu jedną z nich.

W rzeczywistości, można argumentować, że ocenianie kobiet, które decydują się na zabiegi estetyczne jest zachowaniem antyfeministycznym. To ich twarz i ich wybór. Nikt inny nie powinien mieć wpływu na ich decyzję, tak długo, jak jest ona podejmowana dla nich samych i dla nikogo innego, i jest wykonywana bezpiecznie. Na tym właśnie polega feminizm. Chodzi o wspieranie innych kobiet i traktowanie ich jak równych sobie - nie tylko obok mężczyzn, ale także obok siebie nawzajem.

Zobacz